Home / Aktualności / EKSPEDYCJA KAUKAZ 2012

Ekspedycja Kaukaz 2012

 

Ostatnią informacją jaka przekazaliśmy to wyjazd Jacka samolotem do Polski i próba dostania się do Czarnobyla. No nie udało się z przyczyn obiektywnych, trzeba to organizować wcześniej, nic to jak pisałem była to opcja a poza tym tego dnia był pierwszy mecz Polski więc postanawiamy znaleźć nocleg tak, żeby obejrzeć zmagania naszych piłkarzy na Euro 2012. Marek busem rusza przodem z zadaniem zorganizowania noclegu. Udaje nam się dojechać 300 km za Kijów do miasta Rivne, tam Marek znalazł hotel i świetny klub gdzie z rzutnika wyświetlają mecz na wielkim ekranie. Szybki prysznic ( dzisiaj prawie 800 km w upale ) i już jesteśmy na stanowiskach, pierwsza bramka dla nas …Polska…biało czerwoni zaryczeliśmy, Ukraińcy zdziwieni skąd tu Polacy? Zaczęli nam brawo bić. No mecz jak mecz, nie oceniam, mogło być lepiej ale nie narzekam. Drugi mecz Rosji jednym okiem oglądamy bo warto popatrzeć na grę kolejnego przeciwnika, po meczu okazuje się że koło nas siedział jeden Rosjanin, kiedy dowiedział się skąd wracamy nie dało się odmówić toastu wzniesionego zamówionym przez niego koniakiem. Atmosfera super, dalej zestaw standard, zdjęcia uściski i idziemy spać.

Poranek ostatniego dnia podróży fatalny, oberwanie chmury, nie da się jechać, czekamy. W okolicach południa deszcz zelżał, ruszamy. Początek kiepski, gubimy się w mieście, Marek płaci kolejny mandat za busa. Po kilku godzinach pogoda się poprawia i pędzimy do granicy.

Byliśmy trochę w strachu bo dostaliśmy kapitalne prezenty o Prezydenta Inguszeti, kindżały, baliśmy się że na granicy Ukraińskiej zabiorą nam je zwyczajnie. Zaskoczenie maksymalne, przez przejście przejechaliśmy w ekspresowym tempie, jak usłyszałem głos Polskiego Wopisty : Cześć chłopaki, skąd wracacie? Z inguszeti. Ale czad , zazdroszczę Wam szczerze…aż mi ciarki przebiegły po plecach, Polski język, wreszcie, jesteśmy prawie w domu.

Polska przywitała nas deszczem niestety, za granicą żegnamy się z Rafałem i Henrykiem, we Włodawie u znajomego zostaje Oskar, który do domu dotrze dopiero jutro. Do Gdańska nie ma szans, zbliża się wieczór.

Drogi puste, w szybkim tempie dojeżdżamy do Siemiatycz gdzie odłączam się ja i Jarek. Trafiamy do domu ok. 21, chłopaki z Sokółki ok 22.30. Jesteśmy w domu.

Nie będę pisał o powitaniach w domu bo to nasze prywatne sprawy, wydaje mi się że czas podsumować wyjazd. Przejechaliśmy ok. 7000 km w 15 dni. Odwiedziliśmy 7 krajów po drodze, przygód moc, cele założone osiągnięte w 100%. Pojechało 9 motocykli ( jeden w busie ) , wszystkie wróciły na swoich kołach, wywrotki zaliczyło 6, szczęśliwie niegroźne zwykle „postojowe”, strat w sprzęcie można rzec nie było. Maszyny zdały egzamin super, nie mieliśmy żadnych poważnych usterek, wszyscy zdrowi i w jednym kawałku wrócili do swoich domów.

Nie wiedzieliśmy czego się spodziewać od tej wyprawy, było różnie, ulewne deszcze i żar lejący się z nieba, masakryczne dziurawe kręte drogi i równe jak stół szerokie dwupasmowe autostrady, był pot, były łzy, całe szczęście więcej dobrego humoru i tych szczęśliwych chwil. Emocje, które przeżyliśmy przeszły nasze oczekiwania ( w sensie pozytywnym ). Poznaliśmy wspaniałych ludzi, ich zwyczaje, jechaliśmy w przepięknych okolicach, Karpaty, góry na Krymie, morze Czarne, góry Kaukaz, równiny w Rosji i na Ukrainie. Dla mnie to podróż życia, miejsca, ludzie, ekipa…życzę każdemu przeżycia takich wrażeń.

Nie wiem czy pojedziemy gdzieś jeszcze, wydaje mi się że tak ale po tym wyjeździe porzeczka stoi naprawdę wysoko.

Było ciężko ale zrobiliśmy to, pierwsza ekipa na motocyklach w Inguszeti, nasze zdjęcia w Memoriale Narodowym Inguszeti będą wisiały zawsze, kolejne ekipy już nie przeżyją tego co my.

Zrobiliśmy to i nikt nam tego nie odbierze.

Teraz podziękowania, myślę że wyrażę tu uczucia całej ekipy, największe podziękowania należą się naszym rodzinom. Tylko dzięki Wam to zamierzenie mogło się udać, dziękujemy Wam nasze żony mamy, ojcowie i nasze dzieci, tylko dzięki Wam mogliśmy przeżyć tą przygodę. My byliśmy w akcji a Wy martwiliście się o nas w domach. Naprawdę bardzo Wam dziękujemy.

Dziękuję wszystkim członkom ekspedycji za wspaniałą atmosferę w czasie całej podróży, dziękujemy wszystkim którzy nas wspierali i trzymali kciuki za powodzenie wyprawy.

Chciałbym także podziękować wszystkim, którzy mieli cierpliwość czytać informacje, które przy pomocy sms –ów przesyłałem do Polski.

Postaram się w jak najszybszym czasie napisać pełną relacje, bo pewnie się domyślacie, że informacje które podaliśmy to niewielki fragment tego co się naprawdę zdarzyło Gabrysia już pracuje nad zdjęciami, zmontujemy tez film i zapewniam, że będzie co oglądać.

KONIEC